poniedziałek, 19 września 2016

19 IX




Już oficjalnie mogę powiedzieć, że minął rok od ostatniego postu, który udało mi się tu bardziej lub mniej rzetelnie sklecić. W ciągu tego roku parę razy zdarzyło mi się zaczynać nową notkę. Zamysł był dobry. Z większym, czy też mniejszym zaangażowaniem/entuzjazmem coś tu skrobałam, ale za każdym razem kończyło się tak samo. Ostatnie ślady takich prób są z końca maja, czyli dokładnie wtedy kiedy skończył się pewien etap mojego życia- ukończyłam liceum i rozpoczęły się "najdłuższe wakacje". Zapewne usiłowałam streścić męczącą klasę maturalną. Wtedy też nie wiedziałam, czy moje wysiłki poszły na marne czy też nie. Byłam przed wynikami, więc wszystko było słodką niepewnością, cały czerwiec i parę dni lipca, kiedy to beztrosko bawiłam się w Gdyni. Potem było trochę gorzej, polały się łzy rozczarowania. Na szczęście chwilowe, potem starałam się cieszyć tym, że wszystko pozdawałam i to całkiem nie najgorzej (jeśli chodzi o podstawy). No i nadszedł kolejny stres, czy dostanę się na studia itd itd. Wydaje mi się, że nie są to tematy, które chce poruszyć akurat teraz, gdy jestem szczęśliwą(?) studentką AGH :). Przez ten rok trochę się pozmieniało. Wiadomo były wzloty i bolesne upadki, jednak bilans zdaje się wychodzić na moją korzyść, mimo znaczących negatywów. Jeśli miałabym zaznaczyć jakieś ważne wydarzenia w ciągu tego roku szkolnego, byłoby to tylko parę pinesek na osi czasu. Praktycznie tamte osiem miesięcy poświęciłam nauce, bardziej i mniej skutecznym próbom nauki biologii, chemii. Można też powiedzieć, że straciłam bardzo ważną dla mnie osobę. Ale to chyba normalne, że ludzie przychodzą i odchodzą, i to w najmniej oczekiwanych momentach. Z drugiej strony nic nie dzieję się przez przypadek, coś co jest nam pisane stanie się prędzej czy później. Cierpliwości. Tu akuratnie nawiązuję do innych wakacyjnych spotkań. Gdybym chciała tu wszystko opisać naraz, chyba nikomu nie chciałoby się tego czytać, a na pewno nie mi. Wracając. Kiedyś zastanawiałam się jak to jest być z kimś naprawdę blisko, a później totalnie stracić kontakt,o tak po prostu. Jak to się dzieję, dlaczego, co potem. Chyba moja podświadomość przyciągnęła te wydarzenia. Nie wiem czy warto w tym momencie rozdrapywać rany.
No dobra, trochę się rozpisałam. Skłamałabym mówiąc, że tego nie planowałam.  Po tak długim czasie chyba się należy. Do następnego! 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz